Samobójstwo

SamobójstwoOceń:
(4.14/5 z 22 ocen)
prof. dr hab. med. Dominika Dudek
Klinika Psychiatrii Dorosłych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie

Samobójstwo jest zjawiskiem wstrząsającym, wynikiem dramatycznej decyzji człowieka pogrążonego w cierpieniu i desperacji. Ofiarą samobójstwa jest nie tylko osoba, która targnęła się na swoje życie. Ofiarami są także jej bliscy, rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, lekarze i terapeuci, którzy próbowali pomóc i zapobiec nieszczęściu. Zawsze nasuwa się pytanie, czy można było coś więcej zrobić, czy można było zadziałać inaczej, mądrzej czy skuteczniej. Zawsze pojawia się poczucie winy „gdybym przewidział, gdybym coś innego powiedział, gdybym inaczej się zachował…”. Inne negatywne, trudne emocje to złość („jak on mógł mi to zrobić”) i wstyd (zwłaszcza w środowiskach wiejskich i małomiasteczkowych wciąż pokutuje stygmat „rodziny samobójcy”). Rodzice, dzieci czy partnerzy do końca życia niosą ciężkie brzemię wątpliwości i myśli, że w kluczowym momencie zawiedli.

Z kolei nieudana próba samobójcza pozostawia bliskim brzemię lęku i odpowiedzialności, które może zaburzać komunikację pomiędzy osobą chorą a rodziną. Jednocześnie otoczenie osoby cierpiącej, będącej w kryzysie i zagrożonej samobójstwem, odgrywa kolosalną rolę w zapobieganiu nieszczęściu, w zapewnianiu wsparcia i niesieniu nadziei na przyszłość.

Stąd wiedza na temat zachowań samobójczych jest istotna nie tylko dla profesjonalistów (lekarzy, psychologów, psychoterapeutów), ale i dla szerokiego grona osób wrażliwych na cudze problemy, gotowych nieść pomoc i wspierać w trudnych chwilach życia czy w końcu zmuszonych do konfrontowania się z depresją i poczuciem beznadziejności u kogoś bliskiego.

Co to są zachowania samobójcze?

Dokonane samobójstwo jest skrajną formą szerokiej gamy zachowań o charakterze autodestrukcyjnym. Uważa się, że do tych ostatnich należą różne pośrednie zachowania, jak świadome i celowe narażanie się na niebezpieczeństwo i zagrożenie życia, samookaleczenia, „kpienie sobie” ze śmierci (np. niektóre sporty ekstremalne, zachowania ryzykowne). Na końcu zachowań bezpośrednich znajdują się pośrednie myśli o śmierci (np. rozważania na temat bezsensu życia, myśli rezygnacyjne, snucie marzeń o zachorowaniu na jakąś nieuleczalną chorobę czy o ulegnięciu wypadkowi). Kolejnym zjawiskiem są myśli samobójcze. Wiążą się one z planowaniem działań, rozważaniem odpowiedniego sposobu, fantazjowaniem na temat tego, co będzie „potem” (np. wyobrażenia pogrzebu, reakcji otoczenia, „życia po życiu” itp.). Myślom takim bliskie jest pojęcie tendencji samobójczych, kiedy to wyobrażenia są połączone z konkretnym planem ich realizacji, przygotowywane są narzędzia (np. zaopatrzenie się w mocny sznur, zbieranie leków i substancji toksycznych itp.). Tendencje samobójcze mogą i często prowadzą do próby samobójczej, która w tragicznych okolicznościach może zakończyć się samobójstwem dokonanym. Najbardziej dramatyczną formą zachowania samobójczego jest tzw. samobójstwo rozszerzone, kiedy to człowiek odbierając sobie życie, postanawia „zabrać ze sobą” osoby z otoczenia. Takie – na szczęście bardzo rzadkie – sytuacje są często wynikiem skrajnie chorobowo zmienionego myślenia (np. matka jest przekonana o ciężkiej chorobie dziecka, czekającym je cierpieniu, nędzy, katastrofie, uważa, że śmierć jest najlepszym rozwiązaniem i pomocą dla niego).

Warto zwrócić uwagę, że droga od pośrednich myśli samobójczych do odebrania sobie życia nie jest drogą jednokierunkową, bez odwrotu. W każdym momencie można pomóc, można zmienić decyzję człowieka, można przywrócić mu chęć życia.

Próba samobójcza a samobójstwo

Na szczęście próby samobójcze najczęściej nie kończą się śmiercią. Są wyrazem bezradności człowieka wobec problemów życiowych, wołaniem o pomoc – często nieświadomym. Czasem mają wstrząsnąć otoczeniem, spowodować zmianę czyjegoś zachowania, przynieść jakieś korzyści (nie wolno jednak zapominać, że tego typu próba samobójcza też może „pechowo” być skuteczna). Czasem desperacja i rzeczywista chęć odebrania sobie życia jest duża, ale wybrany sposób jest, szczęśliwie, mało skuteczny lub pomoc zjawia się wystarczająco wcześnie. Dlatego też próby samobójcze zdarzają się wielokrotnie częściej niż samobójstwo dokonane. Dane szacunkowe wskazują, że w populacji ogólnej jedna śmierć samobójcza przypada na 10–20 prób. Inaczej wygląda to wśród pacjentów z poważnymi chorobami psychicznymi. Tu stosunek prób samobójczych do samobójstwa dokonanego wynosi 3–5:1, co świadczy o większej determinacji i wyborze skuteczniejszej metody. Okazuje się również, że ten stosunek jest mniej korzystny u mężczyzn niż u kobiet (kobiety znacznie częściej podejmują próby samobójcze, mężczyźni – częściej rzeczywiście odbierają sobie życie). Odgrywa tu rolę wybór sposobu. Mężczyźni w Polsce najczęściej usiłują się powiesić (w Stanach Zjednoczonych – używają broni palnej), kobiety natomiast próbują zażyć dużą ilość leków. Często są to leki nasenne i uspokajające (zgodnie z powszechnym przekonaniem, że „można po nich zasnąć i już się nie obudzić”), które tak naprawdę są stosunkowo mało toksyczne. Wiedzą o tym osoby mające odpowiednie wykształcenie. Na przykład lekarze, wśród których odsetek samobójstw jest stosunkowo duży, wybierają środki z innych grup, zatem ich próby samobójcze często kończą się zgonem. Podobnie często zgonem kończą się próby samobójcze u osób w wieku podeszłym. Wynika to zarówno z większej determinacji tych osób do zakończenia życia (jak pisał wybitny krakowski psychiatra prof. Antoni Kępiński: „u młodych samobójstwo jest wołaniem o pomoc, u starszych już tylko wołaniem o śmierć”), jak również z większego obciążenia osoby starszej innymi chorobami somatycznymi i większą trudnością odratowania w przypadku intoksykacji.

Należy pamiętać, że wielu pacjentów ponawia próby samobójcze, a ok. 25% robi to w ciągu 1. roku od poprzedniego zamachu na swoje życie. Każda kolejna próba zwiększa ryzyko dokonania samobójstwa w przyszłości.

Samobójstwo a zaburzenia psychiczne

Samobójstwo nie jest chorobą, nie jest to żadne medyczne rozpoznanie. Co więcej, samobójstwo nie musi być wynikiem zaburzeń psychicznych. Można sobie wyobrazić sytuację, w której zdrowy psychicznie człowiek popełnia samobójstwo (np. z pobudek ideologicznych, samobójstwo w czasie wojny, po aresztowaniu, z lęku, że tortury spowodują „sypanie” innych osób, czy samobójstwo człowieka, który wie o terminalnej chorobie i chce uniknąć cierpienia z nią związanego). W tym ostatnim przypadku decyzja o samobójstwie jest dość podobna do decyzji o eutanazji. Można mieć oczywiście różne zdanie na ten temat, zwykle uwarunkowane światopoglądowo, ale nie można zaprzeczyć, że zdrowy psychicznie człowiek ma psychologiczną możliwość podjąć decyzję o zakończeniu swojego życia w „optymalnym” dla siebie momencie.

Z drugiej jednak strony zdecydowana większość, bo aż 80% ofiar samobójstw, to osoby z zaburzeniami psychicznymi. Choroba psychiczna stanowi najistotniejszy czynnik ryzyka samobójstwa. Największym ryzykiem obarczeni są chorzy na depresję nawracającą i depresję w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej. Różne statystyki mówią o 15–20% ryzyku samobójstwa wśród chorych na depresję. W przypadku tych chorób samobójstwo zdarza się ponad dwudziestokrotnie częściej niż w populacji ogólnej. Zachowania samobójcze mogą się pojawić w przebiegu wielu innych zaburzeń psychicznych: w schizofrenii, w uzależnieniach od substancji psychoaktywnych, w ciężkich zaburzeniach osobowości, w ciężkich zaburzeniach lękowych, w organicznych chorobach mózgu (np. wczesny etap procesu otępiennego, choroba Huntingtona, różne stany pourazowe). Ryzyko znacznie się zwiększa w przypadku współistnienia kilku zaburzeń (np. u osoby chorującej na depresję i uzależnionej od alkoholu) i w przypadku współistnienia poważnej choroby somatycznej, zwłaszcza z towarzyszącym przewlekłym bólem.

Czynniki ryzyka samobójstwa i czynniki protekcyjne

Istnieją specyficzne grupy ludzi, warunki, czynniki i sytuacje charakteryzujące się zwiększonym ryzykiem dokonania próby samobójczej.

Należą do nich:

  • zaburzenia psychiczne,
  • czynniki socjoekonomiczne: żałoba, osierocenie, problemy małżeńskie (brak stabilności, poczucia bezpieczeństwa w związku, separacja czy rozwód), frustracje związane z pracą lub szkołą, bezrobocie, zadłużenie, konflikt z rodzicami lub dziećmi, problemy mieszkaniowe, długi, problemy prawne, izolacja społeczna, osamotnienie, bycie ofiarą przemocy, nadużycia, u młodych osób zawód miłosny, niemożność sprostania wymaganiom rodziców, niechciana ciąża,
  • choroby somatyczne (zwłaszcza wczesny okres ciężkiej choroby, choroby przewlekłe, przebiegające z bólem, nowotwory, choroby upośledzające sprawność fizyczną, okaleczające, wiążące się z koniecznością przyjmowania dużej ilości leków),
  • organiczne choroby mózgu (np. majaczenie, otępienie, padaczka skroniowa, choroba Huntingtona),
  • traumatyczne wydarzenia – np. stanie się ofiarą wypadku, przemocy, zbrodni, utraty,
  • płeć męska (samobójstwa dokonane); u kobiet częściej nieskuteczne próby samobójcze,
  • wiek: osoby młode oraz okres między 65. a 80. rokiem życia; około 70% samobójstw przypada na okres po 40. roku życia,
  • rasa biała,
  • próby i zapowiedzi samobójcze w wywiadzie,
  • samobójstwa wśród rodziców i krewnych lub innych osób ważnych dla pacjenta.

Czynnikiem ryzyka jest również ograniczona dostępność do pomocy medycznej, niemożność skontaktowania się z lekarzem, niemożność kontynuowania leczenia (np. z powodu zbyt wysokiej ceny leków).

Oceniając ryzyko samobójstwa, bierze się pod uwagę czynniki, które mogą chronić pacjenta przed autodestrukcją. Należy jednak pamiętać, że żaden z nich nie zapobiega samobójstwu w 100%, a obecność czynników protekcyjnych nie powinna uśpić czujności personelu medycznego i rodziny.

Wśród czynników protekcyjnych wymienia się:

  • brak zaburzeń psychicznych,
  • stabilne zatrudnienie,
  • obecność dzieci w domu,
  • poczucie odpowiedzialności za rodzinę,
  • ciążę,
  • głęboką wiarę, światopogląd religijny,
  • wysoką satysfakcję życiową,
  • umiejętności radzenia sobie i rozwiązywania problemów,
  • wsparcie społeczne,
  • dobrą relację terapeutyczną z lekarzem.

Sygnały zagrożenia

Zdecydowana większość osób, które popełniły samobójstwo, wcześniej komunikowała swój zamiar w pośredni lub bezpośredni sposób. Być może prawidłowe odczytanie takiego komunikatu pozwoliłoby zapobiec tragedii. Stąd warto być wyczulonym na różne sygnały zagrożenia.

Takimi sygnałami mogą być:

  • wypowiedzi typu: „lepiej byłoby wam beze mnie”, „lepiej byłoby ze sobą skończyć”,
  • przygotowywanie środków (np. gromadzenie leków, zdobycie ostrych narzędzi, sznura),
  • napisanie testamentu i/lub pożegnalnych listów,
  • nieoczekiwane wizyty u bliskich osób sprawiające wrażenie żegnania się,
  • nagłe izolowanie się od otoczenia,
  • „filozoficzne” rozważania o śmierci,
  • sny o tematyce śmierci, egzekucji, pogrzebu,
  • rozważania o możliwości połączenia się z ukochanymi zmarłymi,
  • przeglądanie stron internetowych dotyczących samobójstw, pisanie o tym na blogach, czytanie takich blogów itd.

Niepokojącym sygnałem może być również nagła, paradoksalna poprawa stanu psychicznego osoby, która do tej pory prezentowała nasilony smutek, lęk itp. Chory czuje się wtedy lepiej, ponieważ podjął już decyzję, która w jego mniemaniu rozwiąże dotychczasowe problemy. Podjęcie decyzji kończy okres niepewności i strachu.

Znany austriacki psychiatria Erwin Ringel opisał zjawisko zwane zespołem presuicydalnym. Terminem tym określił on zbiór cech charakterystycznych dla osoby noszącej się z zamiarem popełnienia samobójstwa.

Do wymienionych cech należą:

1) Zwężenie

  • sytuacyjne: charakteryzuje się utratą równowagi pomiędzy warunkami życia a poczuciem własnych możliwości; człowiek interpretuje swoją sytuację jako taką, z której nie ma wyjścia i wobec tego nie podejmuje żadnej aktywności w celu rozwiązania problemów; dominuje poczucie bezradności, bezsilności i braku własnych kompetencji,
  • dynamiczne: w myśleniu przeważa pesymizm, poczucie utraty kontroli nad życiem, dominuje sfera emocjonalno-afektywna, natomiast sfera racjonalna jest spychana na dalszy plan,
  • zawężenie relacji społecznych: izolacja społeczna (jak pisze Ringel „najtragiczniejszym tego przykładem są ludzie starzy, których śmierci często całymi dniami nikt nie zauważa, nikt nie odczuwa ich nieobecności, nikt się o nich nie troszczy”), redukcja liczby kontaktów, dewaluacja istniejących relacji, poczucie osamotnienia wśród ludzi; warto tu zacytować znamienne słowa Paula Valery’ego: „Dla samobójcy każdy inny człowiek oznacza jedynie nieobecność”,
  • zawężenie świata wartości: rezygnacja z dotychczasowych zainteresowań, utrata poczucia własnej wartości, dewaluacja dotychczas ważnych dziedzin życia.

2) Wzrost agresji i napięcia: każde samobójstwo jest działaniem niezwykle agresywnym. Celem tej agresji jest pozornie tylko osoba odbierająca sobie życie, zwykle rzeczywistym celem stają się też inni ludzie. Czyn samobójczy związany jest często z narastającym rozgoryczeniem, złością, „bezsilną wściekłością”.

3) Fantazje samobójcze, fantastyczne wizje tego, co będzie się działo po śmierci. Tego typu fantazje mogą być wyrazem ucieczki od rzeczywistości i realnych problemów, mogą wypierać konstruktywne myślenie na temat poradzenia sobie z trudnościami.

Rozpoznanie, że bliska osoba znajduje się w opisanym powyżej stanie psychicznym, może skłonić do podjęcia leczenia czy zwrócenia się o inną formę pomocy.

Powszechne mity na temat samobójstwa

W społecznej opinii pokutuje wiele nieprawdziwych przekonań na temat zachowań samobójczych. Przekonania te niejednokrotnie utrudniają niesienie pomocy, czy powodują stygmatyzację i dyskryminację osoby, która próbowała się zabić. Nieprawidłowe postawy osób z otoczenia prowadzą do dalszej izolacji czy alienacji, a to zwiększa ryzyko podjęcia lub ponowienia próby samobójczej. Warto zatem przyjrzeć się kilku powszechnym opiniom.

  1. Samobójstwo popełniają ludzie słabi, egoistyczni, którzy chcą tylko uciec od problemów. Nie wolno tłumaczyć zachowań samobójczych „złymi” cechami charakteru człowieka. Ludzi „silni” też miewają okresy załamania, bywają tak przytłoczeni problemami, czy po prostu chorobą, że tracą wszelką nadzieję i chęć życia. Mit o egoizmie i słabości powoduje, że osoby odratowane, które następnie są leczone z powodu, np. depresji, muszą zmagać się z poczuciem winy i wstydu za próbę samobójczą, co utrudnia im powrót do zdrowia.
  2. Osoba mądra, odnosząca sukcesy nie popełnia samobójstwa. Nieprawda – samobójstwo może dotyczyć każdego. Wiele osób sławnych, znanych i podziwianych odebrało sobie życie.
  3. Nikt, kogo znam, nie jest typem samobójcy. Nie ma czegoś takiego jak „typ samobójcy”. Zachowania samobójcze zdarzają się u bardzo różnych osób.
  4. Samobójstwo jest wynikiem nagłego impulsu, trudno je przewidzieć. Takie impulsywne akty samobójcze zdarzają się, jednak z reguły większość osób przed podjęciem próby samobójczej rozważa argumenty za i przeciw, boryka się z podjęciem ostatecznej decyzji, snuje plany.
  5. Samobójstwo jest „normalną” reakcją na skrajną traumę, przeciwności losu, utraty. Traumatyczne wydarzenia mogą wyzwalać próby samobójcze, ale nie są ich powodem. Większość ludzi posiada odpowiednie zasoby, aby poradzić sobie ze stresem. Rolą otoczenia jest wzmocnienie i pokazanie tych zasobów.
  6. Pytanie o myśli samobójcze może sprowokować do takiego czynu. Otwarta rozmowa na ten temat jest wyrazem troski, pokazuje, że problemy bliskiej osoby traktowane są poważnie, pomaga odbarczyć się i przynosi ulgę psychiczną. Może być okazją dla osoby planującej samobójstwo do przemyślenia, a nawet zmiany decyzji. Daje również ważną informację, implikującą dalsze działania.
  7. Jeśli ktoś podjął decyzję o odebraniu sobie życia i tak nie można go powstrzymać. Wręcz przeciwnie, większość osób, chce zostać powstrzymana, poprzez próbę samobójczą woła o pomoc. Większość osób chce zakończyć problemy, ból, cierpienie, a nie życie.
  8. Osoba, która podejmuje próbę samobójczą, chce tylko zwrócić na siebie uwagę. Próba samobójcza może być wołaniem o pomoc. Ale nawet jeśli tak jest, gdy człowiek nie otrzyma tej pomocy, może ponowić próbę w bardziej skuteczny sposób. Należy pamiętać, że nawet najbardziej „demonstracyjne” zachowanie może zakończyć się tragicznie, nawet wbrew intencji ofiary.
  9. Ktoś, kto mówi o samobójstwie, nie zrobi tego naprawdę. Większość osób, które popełniły samobójstwo, komunikowała swój zamiar w bezpośredni lub pośredni sposób.

Na zakończenie

Zdarza się, że rzeczywistość nas przerasta, że tracimy nadzieję, że świat stawia zbyt wysokie wymagania, że ogarnia nas mrok i pustka. Zdarza się, że śmierć wydaje się wybawieniem od przytłaczającej codzienności. Lecz po jakimś czasie ktoś podaje nam rękę, ktoś zapala światło, znów widzimy barwy i czujemy smak życia. O ile wytrzymamy, o ile doczekamy… Zatem rezygnacja, odejście, zniszczenie siebie jest zawsze najgorszym, niepotrzebnym i pochopnym rozwiązaniem. Jak pisał John Donne, „żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością (…)”.

Data utworzenia: 25.10.2012
Udostępnij:
Wysłanie wiadomości oznacza akceptację regulaminu
    • Realista
      2017-04-28 13:50
      Od stycznia wzrośnie w Polsce lawinowo liczba samobójstw. PiS przygotowuje bowiem nową ustawę o rentach. W skrócie polega to na tym, że mają zostać odebrane ludziom WSZYSTKIE świadczenia rentowe, a w każdym przypadku, to znaczy w odniesieniu do każdego rencisty zostanie wydane orzeczenie, w jakim charakterze taki ktoś może pracować. Przykładowo - osoba bez nóg i z niedowładem lewej ręki może przecież pracować przy komputerze. Ktoś leczący się na chorobę psychiczną może zamiatać liście - i tak dalej. W sieci znalazłem nawet pod informacją o tych nadchodzących zmianach czyjś bardzo trafny komentarz: "Sparaliżowany od karku w dół? Może śpiewać". Dla mnóstwa osób nawet głodowa renta jest jednak jakimś źródłem utrzymania, a teraz pozostaje liczyć tylko na to, co się da użebrać na ulicy, albo na MOPS, ale tam fundusze na 2017 zostały poważnie okrojone i tak będzie też w latach następnych, bo szukają gdzie tylko mogą pieniędzy na 500+. Jakiś urzędnik zapytany przez dziennikarkę, co w takim razie mają zrobić ci, których pozbawi się renty, a są po 40-tce - ponieważ wiadomo, że w Polsce osoby 40+ i więcej żadnych szans na pracę nie mają, odpowiedział coś w tym stylu: "będziemy monitorować sytuację i liczymy na większą aktywność Urzędów Pracy". Pytanie za 100 punktów: ile tysięcy osób w tej beznadziejnej sytuacji w jakiej się znajdą wybiorą pętlę, skok z balkonu albo rzucenie się pod pociąg?odpowiedz
    • sen i herbata
      2017-04-27 21:17
      posłuchajcie se Bacha !!! ,, Posłuchajcie nie oceniajcie '' i to nie jakąś konkretną kompozycje . Cały katalog !odpowiedz
    • Nowenna do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły
      2017-04-27 20:50
      Świadectwa osób, które otrzymały pomoc i ratunek w sprawach trudnych, często beznadziejnych: http://rozwiazwezly.pl/odpowiedz
      • Antykler
        2017-04-28 13:53
        Nie wciskaj na tym forum katolickiej ciemnoty!odpowiedz
    • Future suicider :D
      2017-04-27 01:49
      Czytam to forum i powiem Wam jedno. Jesteśmy zajefajnymi przyszłymi samobójcami. Łączy nas jedno - chęć samobójstwa :). Ten nasz bunt jest wspaniały, chociaż ma wyłącznie czarne barwy. Ta wspólna świadomość, że ci wszyscy psychologowie, psychiatrzy, kaznodzieje, coache, umysłowi akrobaci majaczą, nic nie rozumieją. Hahaha, co za durnie. Pamiętam swoją psychoterapię. Zalecenia by wziąć się w garść, spróbować się zmusić do dawnych rzeczy, które mnie kiedyś cieszyły. A nuż radość "zaskoczy". Albo lekoterapię; to ciągłe naprucie i sfazowanie. Owszem, nie leżałem już tyle w łóżku. Ale jak tu wyleżeć kiedy masz lekowe ADHD, robaki w d*, które nie pozwalają znieruchomieć chociaż na 2 minuty?! Czytam to forum, łączy nas tak wiele. Łączy nas pustka. Łączy, chociaż nie pozwala się połączyć. Bo z połączenia pustek nic nie może powstać poza pustką. Poczułem się zrozumiany. Dziękuję, za chwilę radości i łzę szczęścia na chwilę przed upadkiem. Na zakończenie: mam dla Was zbyt dużo zrozumienia i szacunku i nie dam Wam żadnej rady. Róbcie co chcecie... Do zobaczenia może kiedyś :)odpowiedz
    • .
      2017-04-27 00:50
      Nowenna do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły - Maryja wyprowadza ze spraw beznadziejnych, gdzie po ludzku już nie można pomóc. Kochani, módlmy się razem. Ksiądz egzorcysta Piotr Glas podaje modlitwy na najtrudniejsze przypadki: https://www.youtube.com/watch?v=HqWxVP8uynI Litania do Matko Bożej Rozwiązującej Węzły: https://www.youtube.com/watch?v=Umh76ySBmw8 Nowenna do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły - pierwszy dzień: https://www.youtube.com/watch?v=avm6_3Fc0a8odpowiedz
      • Jarosław
        2017-04-28 14:08
        Myślałem, że przynajmniej tutaj nie znajdę katolickiego bełkotu i ciemnogrodu, a jednak jest. Litości - przecież żadnej matki boskiej nie ma, to tylko wymysł bogatych, żeby trzymać w posłuchu biednych (bądź pokorny i ciężko pracuj, tak, żeby bogaci mieli jeszcze więcej, a mateczka boska odpłaci ci w niebie). I pomyśleć, że mamy XXI wiek...odpowiedz
        • RELIGIJNA PARANOJA !!!!!!!!
          2017-04-28 17:02
          Ten temat jest bardziej żałosny niż śmieszny , że jeśli już jakaś religia jest na celowniku do zaatakowania to jest nią kościół Rzymsko-katolicki . A co z pozostałymi wyznaniami , luteranizm , anglikanizm , prawosławie ? . Nie to żebym stawał w obronie kościoła katolickiego , ale jak ktoś sugeruje że tylko i wyłącznie kościół katolicki jest materialistyczny . To ma raczej zawężone horyzonty myślowe ! . Zresztą po co ja się produkuje , nie da się rozmawiać z kimś kto się posługuje bardziej uprzedzeniem niż rozumem .odpowiedz
          • Jarosław
            2017-04-29 01:21
            Życie tak mi się ułożyło, że pracowałem w dwóch instytucjach kościelnych. I dopiero wtedy gdy odszedłem z tej drugiej (choć w pierwszej widziałem to samo) zlożyłem wniosek o apostazję. Takiej obłudy, zła, moralnegio brudu, falszu i nienawiści wobec innych jak wśród tamtejszych katolików nie oglądalem. Wszyscy, powtarzam wszyscy klechy, które się tam kręciły gdy już dały sobie w palnik, to wygadywały się, że żadnego, jak to powiedzial jeden z nich, banabucka nie ma, a bajęda o chrystusiku przyniosła im luksusy i wygodę. Oczywiście nikt z nich nie wierzył w żadnego Boga, bo z tego się też po większej wódzi wygadywali. Odtąd nie tylko wypisałem się z krk, ale religia chrześcijańska, a zwłaszcza katolicka jest dla mnie symbolem zła, kłamstwa, moralnego brudu i beziteresownej zawiści. Ja go po prostu nienawidzę.odpowiedz
            • RELIGIJNA PARANOJA !!!!!!!!
              2017-04-29 14:27
              Ja jeśli mam mówić o swoich własnych obserwacjach . to jedyne za co krytykuję ludzi związanych z kościołem katolickim . To kompletny brak stabilności ! Interpretowanie i Modyfikowanie sobie dogmatu przez : Papieży , biskupów cała tą stolice apostolską jak i również samych wiernych . Wszczepianie w ten kościół te wszystkie protestanckie sekciarskie herezje ! . Bzdurne teorie na temat rozważań teologiczno-filozoficznych . A najśmieszniejsi w tym wszystkim są młodzi ludzi którzy oczekują że bendą ciągle na emocjonalnej-ekstazie , a życie religijne nie na tym polega . Tylko oczywiście ci którzy to rozumieją takich ludzi jest niewielu , i na pewno nie są to ludzie którzy się na siłę pchają do mediów do youtuba i tych wszystkich współczesnych środków przekazu żeby świat o nich usłyszał że się nawrócili . A na temat niektórych egzorcystów jak i również tych wszystkich współczesnych proroków którzy się wykazują się bystrością w gębie i robią pranie mózgu ludziom nieużywającym myślenia - powinno się po zapinać w kaftany bezpieczeństwa ! Prawdziwi katolicy , to są ludzie cisi i pokornego serca - tylko do tego potrzebna jest cierpliwość i łaska boża , bo człowiek sam z siebie nic nie zrobi . Takie są fakty !!!!odpowiedz
      • Prostota
        2017-04-27 23:23
        Przepraszam bardzo ! co wspólnego ma , modlitwa do matki bożej z zarozumiałym egzorcystą ? rozumiem że w tych czasach to nie jest nic zaskakującego , ale nawet na tym forum człowiek nie ma świętego spokoju !odpowiedz
    • Iwona
      2017-04-26 19:14
      Nie mam sensu życia każdy na mnie krzywo patrzyodpowiedz
    • ghuyj
      2017-04-22 16:14
      Moje życie zmienilo się o 360 stopni po zaprzestaniu brania sterydów.Znajomi sąsiedzi Rodzina podowiadywali się .Wszyscy się odwrócili oprócz mamy. Teraz gdy są mi najbardziej potrzebni niemam dosłownie nikogo...odpowiedz
    • Wac.....
      2017-04-21 14:35
      Witajcie jestem słaby nic mi nie wychodzi jedyna osoba na której mi zależało odwróciła się od mnie coraz bardziej zastanawiam się nad sensem mojego życiaodpowiedz
    • Wszędzie Sam
      2017-04-11 22:40
      Jedną z najgorszych rzeczy jaka można powiedzieć człowiekowi, który myśli nad samobójstwem, jest to, że odejście jest najgorszym możliwym wariantem, że wszystko będzie dobrze, że samobójstwo jest dla słabych. To wszystko tylko pogłębia dół, który i tak już głęboki, pochłania te osobę. I nie wolno mówić ofiara. Z depresją można żyć. Można się z nią zaprzyjaźnić. Depresja może być przyjacielem , ale należy żyć z nim w zgodzie. Nie należy też na siłę odratowywac osób popelniajacychsamobójstwo. Wrocenie z powrotem do padola jest bólem nie tylko dla bliskich, ale dla samego samobójcy. Warto czasem uszanować te wolę. Były szanse. Przegapiliscie je. Teraz jest za późno. Więc rozgladajmy się bacznie. Miejmy na uwadze nie tylko bliskich, ale i znajomych. Zapraszam, samirazem.blogspot.com aby nikt nie czul się samotnyodpowiedz
      • dorosłe dziecko
        2017-04-24 03:21
        To prawda, takie słowa nie przynoszą dobrego skutku. Pogłębiają poczucie izolacji i niezrozumienia. Mam wrażenie, że używając takich stereotypowych haseł osoba pomagająca chroni się przed współodczuwaniem z osobą cierpiącą. Ludzie boją się cierpienia, boją się dotrzeć do jego przyczyn u innych i u siebie. Depresja okazała się dla mnie przyjacielem o tyle, że ukazała mi ogrom cierpienia, jego głębokie korzenie. Zranienia zadane przez najbliższe osoby, zwłaszcza przez rodziców są trudne do przepracowania. W moim odczuciu jednak nie ma większego bólu niż ten, który te osoby zadają wypierając się swojej odpowiedzialności za krzywdę wyrządzoną dziecku. Wybierają zaprzeczenie nawet za cenę zdrowia i życia dziecka. Były szanse, były konfrontacje. Taka postawa zaprzeczenia potrafi zadać śmiertelny cios. Proszę w imieniu Waszych dzieci: wysłuchajcie tego, co mają do powiedzenia, co czasem pośrednio "mówi" ich choroba, niemy krzyk, izolacja. Nie zostawiajcie dzieci samym sobie, nie oddawajcie ich na leczenie jako problemu do rozwiązania. Zastanówcie się nad sobą, ponieważ rodzina jest systemem, a dziecko - jego najbardziej wrażliwym członkiem. Problemy dziecka pokazują problemy rodziny. Przyjrzeć się im i rozwiązać je, zamiast udawać, że ich nie ma - to jest odpowiedzialność. Choroba dziecka, dzięki gotowości rodziców do podjęcia odpowiedzialności, może stać się punktem wyjścia: szansą prowadzącą do uzdrowienia rodziny.odpowiedz
    • Natalia
      2017-04-05 22:25
      Czasem, człowiek po prostu nie ma juz siły na życie... Nasza psychika nie jest taka silna.. A jesli nie mieliśmy wsparcia, odpowiedniej pomocy ze strony najbliższych ukształtowały się w nas zachowania, nad którymi nie potrafimy już panowac a nawet o tym nie wiemy.. Byłam przez wiele miesięcy krzywdzona, wychowałam się w domu z problemem alkoholowym, trafiłam do domu dziecka, później szpitala psychiatrycznego za próbę samobójczą i nadal nie pogodziłam się z traumą i sensu życia brak, ale czy samobójstwo jest jedynym rozwiązaniem? nie wiem... możliwe że nie.. Pozdrawiam.odpowiedz
    • Kaja
      2017-04-02 10:02
      Mam 32 lata i generalnie wszystko co powinien mieć każdy człowiek, dom, dzieci, wlasna firma. Niestety toksyczny związek. Nie wiem jak to jest, ale w każdym moim związku działo się coś złego, czy ja przyciagam określoną grupę mężczyzn... Jestem wypalona, nie mam wsparcia, brakuje mi sił do życia, do pracy. Cały czas zastanawiam się co by było gdyby mnie nie było. Jedynie dzieci odganiaja te okropne myśli, ale jest taki dzień, najczęściej gdy jestem sama ze swoimi myślami gdy nawet to nie pomaga. Ten ból, żal, taki dziwny ucisk przychodzi nagle, łzy zaczynają się lać strumieniami, a ja nie potrafię tego powstrzymać, wtedy moje myśli schodzą tylko na jeden tor.....odpowiedz
    • Mateusz
      2017-03-26 01:10
      Samobójstwo wstrząsającą decyzją człowieka ? bo umrę ze śmiechu , bardziej wstrząsające jest ile zła potrafi człowiek drugiemu człowiekowi wyrządzić i nie tylko to nawet to przemijające egzystowanie od rana do wieczora w tej bezmyślnej maszynerii jaką jest wszechświat . Tylko błagam zachowajcie choć odrobinę przyzwoitości i nie posługujcie się ciągle tymi ogólnikami że samobójcy wyrządzają krzywdy swoim bliskim , w praktyce jest to na odwrót , człowiek jest potrzebny człowiekowi tylko i wyłącznie po to aby jeden drugiemu - spełniał jego egoistyczne pragnienia ! taka prawda . Człowiek nigdy nie potrafił i nigdy nie będzie zdolny do czegoś co nie jest w jego zasięgu , mowa tu o oczywiście o miłości bo miłość nie jest z tego świata . Modlitwa nie uchroni wszystkich od obłędu umysłowego zresztą lepiej jest odejść w spokoju aniżeli znośić niezrozumienie , upokorzenia , obelgi i szyderstwa . tacy ludzie nie zasługują na wewnętrzny smutek , tylko i wyłącznie ci wszyscy pyszałkowaci intelektualiści którzy określają siebie mianem herosów wiary , bo uważają że wykonują wszystko w sposób cichy i pokorny a w rzeczywistości sobie kpią w sercu z uśmiechem . BANDA BEZCZELNYCH ŻAŁOSNYCH HIPOKRYTÓW !!! a mówiąc teraz o sobie jestem kolejnym z miliardów ludzi którzy od dawna zachorowali na obłęd umysłowy.odpowiedz
      • Aga
        2017-03-30 22:33
        Smutne to co piszesz ale duzo w tym jest prawdy.odpowiedz
        • Mateusz
          2017-04-02 01:00
          Tylko że ta prawda jest tylko częściowa i odnosi się tylko to tych przyziemnych bzdur . Ja i tak zawsze trzymam się tego samego zdania , że każdy człowiek który chociaż trochę używa myślenia , powinien se uzmysłowić że bez względu na to , jaki stopień ewolucji osiągneła by dana dyskusja , a tyczy to się każdych dziedzin warunków ziemskich , i tak zawsze póki jesteśmy tutaj umiejscowieni , będzie pozostawał w nas wielki niedosyt .odpowiedz
    • paweł
      2017-03-25 22:50
      Cześć. Mam 37 lat i 3 raz w życiu spotkała mnie samotność. Straciłem ostatni składnik woli życia - nadzieje. Nie mam komu tego opowiedzieć. Pomóżcieodpowiedz
      • poprostuj
        2017-04-23 02:09
        Jak się masz Paweł?odpowiedz
      • Aaania
        2017-04-03 00:37
        Jak się trzymasz Pawle? Co u Ciebie?odpowiedz
    • Error 404
      2017-03-20 03:23
      ile można żyć gdy jedyne co mnie powstrzymuje przed "końcem" to ból jaki wyrządził bym mamie, tacie, czy.. tyle. czasami myślę ze gdyby moi bliscy zginęli , nic absolutnie nic by mnie nie powstrzymało przed ulżeniem sobie, jestem w szachu, nie chce być wspominany jako ten co rozwalił rodzine, wolałbym jako ten co nie wytrzymał ciśnienia tragedii ale tragedią jest moje życie. bez pracy, bez wykształcenia, mało inteligenty, mało przystojny, martwy za życia,zniszczony psychicznie. ile można żyć dla kogoś, gdy dla mnie nie zostaje nic, tylko jakby obowiązek bycia, ze wspomnień układa się uboga historia chłopaka, który od początku do rychłego końca nie odnalazł esencji życia, sensu. nie oczekuje nic, chciałem tylko przelać flustracje na papier,może ludzie się zmieniają, ale życie nie.odpowiedz
      • Future suicider :D
        2017-04-27 01:28
        Fajnie napisałeś. Też jestem przyszłym samobójcą. ELO!odpowiedz
    • Tomek
      2017-03-12 18:46
      Mam 27 lat.... Wypaliłem się, straciłem to co najważniejsze - nadzieje i wiarę.. Byla jeszcze milosc,ale z nią już od dawna nie ide tym samym torem. Czy można umrzeć za życia? Chyba tak... Choc ja jeszcze oddycham i moje serce bije. Znam to uczucie - jednak teraz jest ono o wiele silniejsze,teraz nie boje się tego... Nie ufam juz nawet sobie,nie mam sily tego juz ciagnac... Nie potrafię juz zebrac sie w sobie,nie mam na to pomysłu,sposobu,co mnie dobija... Nie mówiąc już o motywacji.. Jestem zmęczony sobą,życiem, stalem sie przeszkoda i problemem dla siebie i innych.. Nie wytrzymam dluzej,zlamalem sie jak zapalka... Pare lat temu rowniez bylem w takim "stanie", jednak jakos z tego wyszedlem... teraz nie widze swiatelka w tunelu. jestem nieznosny dla ludzi, odpycham ich od siebie - lecz sa osoby, z ktorymi zyje "po staremu", bez zmian... Do tego wszystkiego dochodza problemy w pracy, w domu... Nie umiem sobie pomoc, wziac sie w garsc, wygrzebac sie z bagna....odpowiedz
      • Kaja
        2017-04-02 09:44
        Wiem co czujesz ...odpowiedz
      • 27lat juz za chwile
        2017-03-28 23:54
        Mam tak samo.odpowiedz
        • Tomek
          2017-04-02 21:57
          probojesz cos z tym robic ?odpowiedz
          • IRONIA
            2017-04-27 01:30
            Oglądam coaching :)odpowiedz
    • Maja
      2017-03-08 19:24
      Mam 19 lat i zaburzenia afektywne dwubiegunowe- depresja +mania. Z euforii bardzo szybko popadam w rozpacz. Już w gimnazjum przechodziłam przez depresję sezonową, zawsze okres zimy był dla mnie niezwykle przygnębiający. Brak jakiejkolwiek relacji z ojcem, mama pogrążona w depresji(na domiar złego leczonej alkoholem) rygorystyczna szkoła i mój wyniszczający perfekcjonizm, a także wrażliwa artystyczna dusza nie mogła tego znieść. Oczywiście nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mam problemy z psychiką i powinnam je leczyć, zazwyczaj nadchodziła wiosna i następowało odrodzenie. Marzyłam o wyrwaniu się z małego miasta, z rodzinnego domu, ucieczce. Rok temu w klasie maturalnej pod wpływem presji (samodzielność, poważne decyzje, świadomość że nikt mi nie pomoże w dokonaniu wyboru ani finansach) dopadła mnie ciężka depresja. Narastała kilka miesięcy... z biegiem czasu z niezwykle towarzyskiej, pewnej siebie, radosnej dziewczyny zamieniłam się bojaźliwe, płaczące, zagubione dziecko. Problem z koncentracją w szkole, codzienne telefony "mamo proszę cie zabierz mnie stąd", codzienne budzenie się z poczuciem trwogi, lęku, ta gula w gardle...czas, czas, nie masz go za wiele, od wyników z matury zależy twoja przyszłość, chcesz tu zostać? Zaczęłam szukać pomocy, bo każdy kolejny dzień zamienił się w istne piekło. Poczucie osamotnienia, napady lęku gdy zostawałam sama w domu, nie mogłam się w ogóle zrelaksować, uprawiałam fitness, pływanie, biegi, jogę (co oczywiście zwiększa poziom serotoniny w mózgu) nic nie pomagało. Poszłam do lekarza. Służba zdrowia w Polsce to żart. Ze względu na to, że nie stać mnie na prywatne wizyty u specjalisty, musiałam skorzystać z państwowej pomocy. Na wizytę u psychologa czekałam 4 tygodnie, a na spotkanie z psychiatrą jeszcze lepiej, bo kilka miesięcy. Gdy poszłam spotkać się z psychologiem zaczęłam wyć i nie mogłam wydusić z siebie słowa, nie potrafiłam się normalnie wypowiedzieć. Gdy kobieta zauważyła jak duży jest problem bez słowa wyjaśnienia zaprowadziła mnie do psychiatry, a tam odpowiedziałam na +/- 5 pytań. (Zajęło to dwie minuty) Po czym dała mi tabletki i powiedziała, że stan się nasili, ale po 3 tygodniach będzie poprawa. Mam przyjść za miesiąc. Zero wyjaśnienia czym jest ta choroba, jak sobie radzić przez te dni, jak ukoić ból. NIC. Poczułam się zbyta. A no tak, psychiatra mi jeszcze powiedziała, że jeżeli myśli samobójcze jeszcze bardziej się nasilą to mam jechać do szpitala. Byłam w szoku. Moje jedyne myśli to "o matko boska, jest tragicznie, to może być jeszcze gorzej?" "ja nie mam czasu na pogorszenia, zaraz matura" "dlaczego muszę sie tak czuć, gdzie dawna Maja?" Jak to się skończyło? Napisałam list pożegnalny i łyknęłam dwa opakowania tabletek, które mi przepisała. (Kochałam życie i cząstka mnie pragnęła żyć... po prostu nie mogłam znieść tego przytłaczającego ciężaru, wiecznego lęku, stresu i zatrważających poranków...) Cóż... następnie szpital, płukanie żołądka (z tego co mówili mi bliscy, bo ja nie pamiętam nic z pierwszego tygodnia po tym zdarzeniu) i ponad dwa miesiące w szpitalu psychiatrycznym. To najgorsze doświadczenie mojego życia. Ludzie ze schizofrenią, depresją, upośledzeni, po próbach samobójczych lub nie. Jak mówiłam jestem bardzo wrażliwa, do tego estetka, dlatego przebywanie z obcymi chorymi ludźmi jeszcze bardziej mnie przygniatało. Jednak na początku kwietnia wypuszczono mnie na wolność, przyjmowałam leki, rodzina, przyjaciele, znajomi ze szkoły, każdy mnie wspierał. Dzięki nim powoli odrastały mi skrzydła. Dyrektor przekonał mnie do napisania matury, której sie cholernie bałam. Niepotrzebnie, bo napisałam ją z genialnymi wynikami, mimo prawie 3 miesięcy nieobecności w szkole. Nowy lekarz przepisał mi tylko stabilizator nastroju i z dnia na dzień odradzałam się na nowo. Okres manii, podróże, pierwsze namiętności, szczęście, było cudownie, naprawdę cudownie. Nie obawiałam się niczego, poza jednym- nawrotem choroby. Obiecałam sobie, że nie mogę zostać w moim rodzinnym mieście i domu na okres zimy. Co roku wyjeżdżałam na wakacje do Włoch i byłam oczarowana wszystkim co związane z tym krajem. Czułam, że to moje miejsce na ziemi, że tam będę szczęśliwa, że słońce napełni mnie wystarczającą dawką serotoniny abym nie musiała dłużej łykać leków, że mężczyzna którego tam poznałam jest wyjątkowy, że to właśnie tam rozpocznę studia, w kraju sztuki... postawiłam wszystko na jedną kartę. Zostawiłam wszystko, wyruszyłam w podróż bez większego namysłu... nie słuchałam babci która mnie ostrzegała, że tygodniowe wakacje, a życie tam to zupełnie dwie różne rzeczy. Nie słuchałam, byłam jak nowo narodzona, miałam swój świat. Coż... z czasem zaczęło się pieprzyć, zawód miłosny, problemy ze znalezieniem pracy, jesienią Włochy straciły swój urok, poziom edukacyjny okazał się być o co najmniej połowę niższy niż w Polsce. I co teraz? Los jest przekorny... wróciłam do domu. Przywitał mnie odór alkoholu w domu i płacz młodszej siostry. Zatrważające święta Bożego Narodzenia, ucieczki z domu. Problemy z pracą również tu spowodowały, że zaczęłam czuć się bezsilna i bezużyteczna. Początkowo starałam się sama edukować, aby nie czuć się gorsza od przyjaciół którzy wyfrunęli z tej paskudnej wioski i zaczęli spełniać własne marzenia. I co? Czuję się gorsza, czuję się jak pięcioletnia dziewczynka, zawstydzona i bezradna. Odizolowałam się od wszystkich, tak bardzo jest mi wstyd za to co sobą reprezentuję. Zaczęłam odczuwać lęk przed wyjściem z domu, przed spotkaniem jakiegokolwiek znajomego. Mam tylko jedno w głowie "jesteś bezużyteczna, co ciekawego robisz w swoim życiu?" "O czym będziesz rozmawiać?" "O tym, że twoje życie stanęło w miejscu?" Każdy poranek rozpoczyna się tym samym bólem w klatce piersiowej i myślą, że muszę przeczołgać się przed kolejny dzień. A każdy wieczór przypomina mi o tym, że jutro nastanie kolejny TAKI SAM dzień. Nie potrafię rozpalić w sobie dawnego płomyczka, moja dusza zdechła, a w głowie mam tylko jedną myśl... że teraz pora na ciało.odpowiedz
      • Malo
        2017-03-26 11:31
        walcz o siebie....ty taka nie jestes. Potrzebna ci donra, porzadna psychoterapia, duzo milosci i akceptacji i ciezkiej wewnetrznej pracy. Czytajac wasze posty widze, ze z jedenj strony dostalam dar....jestwm na kolejnej psyhoterapii juz...ale jak jestem szczesliwa, ze mam mozliwosc ich mienia...choc moi rodzoce mieli te czesc potworna...to jednak placili za moja terapie juz od 20 roku zycia...i dzieki temu zyje, ciezko jest, bo mysli i pragnienie smiwrci jeat nadal, alw rozumiem co sie ze mna dzieje, dlaczego tak mam, mam poiswoadamiane rzeczy, moge nawet miec dziecko i mu tego nie przekazac. Nie biore lekow - na wlasne zadanie....bo one nie rozwiazuja problwmow. Rozwiazaniem problemu sa bardzo dobzi psychoterapeuci. Tez ja juzbkorzystam z trzeciego typu psychoterapii i kazdy cos pownosil. Chcialabym jeszcze aprobowac humanistycznej i miec dlugoterminowa psycho-dynamiczna. Bardzo ci wspolczuje, wiem gdzie jeates i jest mi strasznie przykro, ze w tym jestes. Bede trzymala kciuki, modlila soe zeby swiat sie tak ulozyl bys dostala pomoc, ktorej porrzebujesz...zaslugujesz na to...kazdy zasluguje. Sle milosc czlowiecza i duzo ciepla. Przytulam i buziaki.odpowiedz
    • Tomek
      2017-03-07 04:43
      Mam 25 lat, niedługo skończę 26. Kilka miesięcy temu mi się pogorszyło. Mam okropna blokadę przed szukaniem pomocy a ból psychiczny jakby przeradzał się w cielesny. Żeby uniknąć zostania w łóżku na cały dzień wstaje w biegu dwie sekundy po tym jak otwieram oczy. Któryś miesiąc z kolei zasypiam dzięki Zolpidemowi. Na 3h. W pracy nie mam już siły na najprostsze czynności. Kiedyś robiłem dużo rzeczy i na wszystko miałem energię, śpiewałem w TV, koncertowalem, kochałem całym soba, biegałem, podnośnilem ciężary, rozwijałem się. A teraz prosiłem przyjaciółkę żeby zamieszkała że mną jakiś czas bo sam siebie się boję, jest moim aniołem często płacze nad moim losem . Zacząłem wszystko planować. Kiedyś, wiele lat temu mój wujek zrobił broń palną, zupełnie niecelna , jednostrzalowa. Wujek zmarł a ja wiedziałem gdzie ona jest. Kilka dni temu będąc u rodziców sprawdzałem czy aby na pewno rozwali mi głowę i nie naraże się na kalectwo i cierpienie rodziny przez długie lata. Nie wiem jak mam szukać pomocy każda czynność sprawia mi ogromną trudność. Mam dość robienia dobrej miny do złej gry jest mi okropnie, tak chciałbym wszystko przespac. Nie wiem. Jak to wszystko się skończy ale wiem że mam jeszcze trochę siły do walki. Walczę też o swoją miłość od lat ponieważ być może nie potrafi tego zrozumieć że cierpię na depresję a ja tak bardzo chciałbym być już soba. Jak wyjdę z tego pomogę w zamian innym cierpiącym tylko jesli nic się nie zmieni to umrę bo już nie panuje nad tym smutkiemodpowiedz
      • Malo
        2017-03-26 11:41
        Walcz o siebie...sprobuj dobrego psychoterapeute...czasami trudno znalezc...ale trzeba probowac. Zaufaj ...jrzeli psyhoterapeuta bedzie cie dolowal, czy krytykowal, bedziesz czul sie do czegos zmuszany, pod jakas presja, to raczej nie swiadczy, ze to psychoterapeuta dla ciebie. Zycze by sie dobrze ulozyla. Pozdrawiam.odpowiedz
      • Aga
        2017-03-08 13:16
        Witaj, proszę staraj się jeszcze wytrzymać i myśleć że będzie lepiej a na pewno będzie. Moja mama popełniła samobójstwo cztery miesiące temu, gdybym tylko potrafiła jej pomóc, za późno czytam o depresji... Ale Ty możesz jeszcze wszystko zmienić wczoraj o swoje życie a przyjdzie taki dzień kiedy będziesz znów sobą. Pozdrawiamodpowiedz
    • George
      2017-03-05 13:25
      Moim krótkim zdaniem,główną przyczyna samobójstw są zdecydowanie pieniądze. Ludzie zamiast zycia w biedzie wybierają samobójstwo i trzeba ich uszanować za tą decyzje.Kazdy ma swój honor.Podam dobry przykład z Hiszpani zprzed paru lat gdzie bezrobocie siegało chyba 25 % ,to wtedy więcej ludzi popełniło samobójstw niz zgineło w wypadkach samochodowych(chyba ok 4 tys)odpowiedz
    • Nikt
      2017-03-04 20:48
      Jestem 60+, żadnych perspektyw na jakiekolwiek zatrudnienie, żyję z resztek oszczędności, jestem samotny, niedługo wyłaczą mi światło za nieplacenie rachunków, a pewnie później eksmitują z mieszkania na bruk. To ja już od nędzy, poniewierki, brudu sypiania pod gołym niebem i tułania się po noclegowniach wolę to "jedyne wyjście". I wierzcie mi, że znałem kilka osób, które zdecydowały się na to rozwiązanie wyłącznie ze względów ekonomicznych. Dziś jest tak, że gdy tracisz pracę bez żadnych perspektyw na zarobienie na utrzymanie, bo jesteś już za stary, wszystko, jest tak urządzone, że kieruje cię na ulicę, na bruk. Nie mam żadnej rodziny, żadnych krewnych, jestem zupełnie sam. I nie piszę tego po to, żeby się skarżyć, czy szukać pocieszenia, tylko dlatego, że na własnym przykładzie widzę teraz, że najlepszym lekiem przeciw depresji i samobójstwu są PIENIĄDZE, PIENIĄDZE I JESZCZE RAZ PIENIĄDZE. I tylko one.odpowiedz
      • A może jednak śmierć?
        2017-04-22 19:30
        Mój przyjacielu jakże ja cie rozumiem!!wbrew temu co niektórzy madrale gadaja pieniądze są najważniejsze!gdybyś każdemu samobójcy dal milion gwarantuje,ze żaden by nie odszedł. Pieniądze to wolność! Pieniądze to bezpieczeństwo! A problemy typu maz mnie zostawił można zawsze rozwiązać bo tego kwiatu pol światu!!odpowiedz
    • jok
      2017-03-03 21:38
      Od paru lat mam bardzo słabe dni. Nie chodzi mi o zwykłą kłótnię z byłą przyjaciółką czy z matką, bardziej mu chodzi o fakt, iż nie dość, że w szkole mnie ludzie poniżają, wyzywają, wyśmiewają to jeszcze często partner mojej mamy mnie wyzywa, jakby w szkole było mało. Wiem, że to brzmi naprawdę śmiesznie, ale nie umiem sobie z tym poradzić. Z takim przejawem hejtu mam doczynienia już od podstawówki i z roku na rok jest po prostu co raz gorzej. I to nie jest od osób, których nie znam to ludzie, których darowałam zaufaniem i których bardzo ceniłam. Prócz tego czuję, że jestem obciążeniem dla wszystkich, w szczególności dla mojego rodzica. Od prawie roku mam w głowie tylko tyle by coś sobie zrobić albo by zachorować, na przykład na raka czy jakąkolwiek inną chorobę, która mnie zabije, albo by ulec wypadku. Dzisiaj nawet stanęłam na parapecie przy otwartym oknie... Oczywiście nie skończyłam. Gdyż nie tak chcę zniknąć z tego świata. Mam już to rozplanowane, Tylko nie wiem kiedy to zrobić... Cały czas myślę, że przez bycie, jak to jedna osoba poniżej w odpowiedziach napisała, zje**ną dziewczyną ludzie (w tym ja) czują do mnie sentyment. Ostatnio poprawiło się me mniemanie o sobie, jednak jak się okazało było to zwykle oszukiwanie siebie i bardzo szybko zniknęło. Nie szukam atencji, chciałam jako anonim się rozpisać gdzieś w komentarzach. Oczekuje, że znajdą się osoby, które są w gronie ludzi, którzy hejtują takie osoby jak ja i mnie zwyzywają lub powiedzą „Przestań, inni mają gorzej” (to zdanie mnie już dobija, ech). Dziękuję jeśli ktoś to przeczytał.odpowiedz
      • monika
        2017-03-04 16:25
        Jok napisz do mnie na emaila , proszę 😊 porozmawiamy ( grusia46@wp.pl )odpowiedz
    • NiNa
      2017-02-28 18:14
      Od kilku lat jest ze mną źle.. nie potrafię sobie z niczym poradzic... nie mam siły.. wystarczy nawet najmniejsze niepowodzenie żebym sie rozpłakała. Coraz częściej myślę, że dalsze życie nie ma sensu, ale boję się prosić o pomoc. Tak na prawdę nie mam nikogo. Rodzinę mam tylko wtedy, gdy czegoś potrzebują...mam dosyć..jestem nikim. Ale jestem zbyt dużym tchórzem żeby to wszystko zakończyć. Boję się co by było po śmierci..piekło niebo?? Boję się bólu... nie zabiję się.. kocham Boga...ale on już dawno mnie zostawił...odpowiedz
    • Zagubiony
      2017-02-17 15:53
      choruje już od 3 miesięcy na przewlekłą chorobę, jestem osoba młodą, ale ból który mi towarzyszy, niemożność pogodzenia choroby z pracą, życiem towarzyskim , nie mam siły , czasami płacze, coraz częśćiej ogarniaja mnie myśli, że wyjście jest tylko jedno, nie mam się kogo prosić o pomocodpowiedz
    • artur
      2017-01-30 23:05
      Depresje mam juz od 6 lat. Jak dlugo czlowiek moze z nia źyc.odpowiedz
      • anna
        2017-04-22 22:04
        mnie męczy od 8 lat, więc rozumiem. też zadaje sobie pytanie ile można z tym żyćodpowiedz
    • artur
      2017-01-30 22:57
      Wszystko co napisales jest prawda. Nie ma dnia zebym nie myślał o samobójstwie. Z powodu sam już nie wiem jakiego powodu.odpowiedz
      • Aga
        2017-02-01 17:41
        Właśnie straciliśmy przyjaciela który odebrał sobie życie .W ten sposób zranił rodzinę ,przyjaciół .,znajomych .Ja uważam że zawsze jest wyjście z trudnich sytuacji i należy o nich rozmawiać albo z rodziną albo przyjaciółmi i nie dusić tego w sobie .Wołać głośno o pomoc!odpowiedz
        • Gość
          2017-02-01 22:43
          Ja chciała bym żeby ktoś mi pomógł. Nikt mnie nie rozumie ani z nikim nie mam jak rozmawiać. Nie chce umierać , ale mnie to przerasta .odpowiedz
          • Artur
            2017-02-03 06:41
            Też chcę z kimś pogadać o problemach tylko nie z rodziną bo oni zawsze mówią "weź się w garść, wszystko się ułoży" to jest tak samo banalne jak życzenia "wszystkiego najlepszego, zdrowia......." i jakoś nigdy się nie spełniają. Żenadaodpowiedz
            • DeeDee
              2017-02-18 03:32
              Moge z Toba porozmawiac jak chcesz. Daj tylko znac.odpowiedz
    • Mały
      2017-01-26 14:34
      To sole i kwasy w produktach zrzerają nasze nerwy i psychikę. Powodują nadmierny apetyt , pragnienie nie do opanowania i wywołują nałogi. Powodują złośliwe myślenie i zakłucają wewnętrzny spokój. Zakłucają procesy trawienia ( blokują bakteriom właściwe trawienie) i powodują że organizm nie dostaje wszystkich mikroelementów. Wywołują stany zapalne poniewarz sól blokuje naczynia włosowate i osłabia mięśnie. Powoduje to efekt tuczenia i sztywnienia ciała. Blokuje proces gojenia i oczyszczania organizmu. Zatrzymuje słoną wodę w organiźmie co powoduje nadrywanie mięśni , ścięgien, nerwobóle, efekt jojo i nadrzerki w stawach itp. itd.odpowiedz
      • mw
        2017-03-25 18:58
        ciekawa teoria, szkoda że niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Mój spokój wewnętrzny zakłócają ludzie, ich zachowania, wredota, obgadywanie, wykorzystywanie i ciągłe próby dominacji, wprowadzania swoich rządów. Moja depresja nie ma nic wspólnego z odżywianiem. Moja depresja miała początek w odrzuceniu przez rodziców i rodzinę. Teraz koniecznosć pracy i ciągła walka o przetrwanie. Nawet jak ostatnio było juz dobrze bo mam dobra pracę, co osiągnęłam ciężką pracą i mnóstwem wyrzeczeń, to cały czas ktoś mnie podkopuje i próbuje dyskredytować. Bardzo często im się to udaje a ja potem znów nie chce żyć. Nie widze innego wyjścia z tej sytuacji. Walczę cały czas o siebie ale juz nie mam siły, bo ciągle ktoś mi podkłada nogi i doprowadza do autodestrukcji. Jedyna prawda jest taka że ludzie to najgorszy gatunek i gardzę sobą dlatego ze do niego należę, a na innych nie mogę już patrzeć i mogłabym ciągle siedzieć w mieszkaniu nigdzie nie wychodzącodpowiedz
    • mały
      2017-01-26 14:16
      To sole i kwasy w produktach zrzerają nasze nerwy i psychikę. Powodują nadmierny apetyt , pragnienie nie do opanowania i wywołują nałogi. Powodują złośliwe myślenie i zakłucają wewnętrzny spokój. Zakłucają procesy trawienia i powodują że organizm nie dostaje wszystkich mikroelementów.odpowiedz
    • Ja
      2017-01-23 22:01
      Ja bym chciała popisać z kimś co mnie meczy i przerasta mnieodpowiedz
      • monika
        2017-03-04 16:27
        Również chętnie popisze moze sprobuje pomoc 😊 napisz ( grusia46@wp.pl ) Monikaodpowiedz
      • jaa
        2017-01-25 22:08
        chętnie popiszęodpowiedz
      • jerzy 'wariat"
        2017-01-24 14:01
        Proszę jesli bede mógl postaram sie pomóc, napewno coś da sie z tym zrobić , pamietaj nigdy nie jest tak źle zeby nie mogło byc gorzej zapraszam przytulisko_wariata@wp.plodpowiedz
    • .
      2016-12-27 17:16
      Szanowna pani Profesor! dziękuję za ten tekst, nareszcie coś czytelnego i zrozumiałego dla zwykłego zjadacza chleba, z uwaga śledzę wszelkie wpisy dotyczące tego problemu, być może dlatego ze mnie samego dotyczy, niestety jak do tej pory nie spotkałem żadnej tak wyczerpującej wypowiedzi w internecie , a szkoda bo problem był , jest, i będzie coraz bardziej widoczny, miałem szczęście i leczyłem się u doskonałej Pani psychiatry która tak naprawdę uratowała mi życie, niestety w wyniku leczenia zaraziłem się "wariactwem", polubiłem tych biednych pobijanych ludzi i bardzo chcę im pomóc, natomiast poziom wiedzy społecznej na te tematy po prostu mnie przeraża, jeszcze raz dziękuję Jerzy "Wariat"odpowiedz
    • asia
      2016-12-14 17:07
      Probowalam i probowalam. Antydepresanty biore od 2004 roku plus terapia. Bylo lepiej. W 2009 zadzialo sie cos cowywrocilo moje zycie do gory nogami. Jestem obiektywa wiec sie przyznam ze to po czesci przez moja latwowiernosc. Odebralam nauke ale to w zaden sposob mi nie pomoglo. Jestem w przepasci z ktorej probuje wyjsc. Probuje tyle lat, tyle upokorzen, krytyki, brak pomocy. Nie moge sie wydostac a jest gorzej. Dobrze jest kiedy wezme leki uspokajajace. Juz nie moge podniesc dawki antydepresantow bo mi to rozwala hormony. 7 lat prob juz wystarczy. Jestem obciazeniem dla matki i brats bo sie tylko martwia. Nie bede juz nieuzytkiem do ktorego sie tylko doplaca. Mam jeszcze tyle godnosci ze nie chce skonczyc w przytulku. To uwlaczajace dla mnie jako kogos kto ciezko pracowal zeby sie wyksztalcic, ciezko pracowal zeby moc zyc z miesiaca na miesiac, ktory imal sie roznych prac zeby przetrwac. Wyczerpalam sily i nadzieje. Przygotowania troche zajma ale zrobie wszystko zeby moje odejscie bylo najmniej klopotliwe.odpowiedz
      • Edyta
        2017-03-22 23:03
        Witaj Asiu! Mam takie pytanie jakie masz wyksztalcenie? Wydaje mi ie ze jestes madra kobieta ale choroba psychiczna to nie smierc choroba psychiczna to choroba z ktora trzeba zyc ale nie dac jej wygrac. Asiu nie mozesz myslec ze jestes obciazeniem dla mamy to teoja matka dorosla kobieta ona swietnie zdaje obie sprawe z tego ze ma ci pomoc i nie dala by rady gdybys chciala odejsc. Napewno tez nie jestes obciazeniem dla brata to twoj rodxina ktora zawsze ci pomoze. Odpisz prosze Edytaodpowiedz
      • monika
        2017-03-04 16:30
        Asiu napisz do mnie ,proszę ( grusia46@wp.pl ) Monikaodpowiedz
      • Monika
        2017-01-15 22:50
        Ci, co twierdzom, że samobójstwo jest ok, jak człowiek cierpi z jakiegoś powodu mylą się niesamowicie. Decyzja nigdy nie dotyczy jednej osoby, każdy ma jakąś rodzinę, znajomych i na nich to się odciśnie. Nit nie jest w stanie przewidzieć jak bardzo... Rok temu mój mąż pod wpływem zaburzeń psychicznych odebrał sobie życie, choć leczył się, wszystko jest pod kontrolą i tak do tego doszło. Mieliśmy wszystko i wydawało mi się, że miłość wszystko pokona. To jest moją traumą, moje młodsze dziecko miało wtedy 2 mies.!!! Jeden dzień, który zmienia życie wielu ludzi już na zawsze, nie mam pojęcia jak dwoje moich dzieci dadzą sobie z tym radę:(.odpowiedz
      • genua
        2017-01-12 00:06
        Asia nie wiem jaka jest Twoja sytuacja,ale wydaje mi się po twoim wpisie ze piszesz szczerz.Jeżeli czujesz po tylu latach walki bezsilność,zrób co musisz zrobić .Bardzo często wydaje mi się ze to jest jedyna skuteczna droga do tego, aby pozbyć się tego co dzieje się wewnątrz mózgu.Życze ci wytrwałośći w decyzji którą podjełaś i zycze udanej próby.odpowiedz
        • Michał
          2017-01-28 23:06
          asia, nie rób tegoodpowiedz
    • samobójca
      2016-12-10 02:16
      Jeżeli ktoś decyduje się na śmierć to powinien mieć jawny dostęp do informacji jak odejść bezboleśnie i tyle, czasami życie faktycznie nie ma dla kogoś wartości i wówczas życie po to by nakrecać chorą gospodarkę lub socjal to błędne koło, chcesz żyć ? Żyj, nie chcesz umieraj wg swego sumienia, umieraj nie życząc nikomu życia w cierpieniu i odejdź nie cierpiąc, po to urwa płacisz te ebane zusy żeby ci potem ktoś mógł pomóc w chorobie ! Pierolenie że płacimy na emerytury starszych skoro wielu z nich nawet ich nie dożywa ? Prawo do żcia to również prawo do śmierciodpowiedz
    • mgła
      2016-11-18 16:57
      Jeśli jesteś rodzicem, a nie potrafisz kochać swojego dziecka, nie potrafisz być mu bliskim, lepiej, żebyś tego dziecka nie miał. Jeśli usprawiedliwiasz, lub umniejszasz krzywdę, jaką wyrządziłeś swojemu dziecku, jeśli umniejszasz, unieważniasz jego cierpienie, lepiej by się stało, gdyby Twoje dziecko nie doznało dodatkowego bólu odrzucenia w tej chwili, gdy odsłania się przed Tobą bezbronne, mówiąc o swoich uczuciach. Są rodzice, do których nie przemawiają słowa i łzy dziecka. Nie przemawia krzyk i bunt dziecka. Nie przemawiają choroby dziecka. Nie przemawia frustracja, której ostrze dziecko zwraca przeciwko samemu sobie w aktach autoagresji. Są rodzice, których nie skłania ku autorefleksji próba samobójcza dziecka. Rodzice, którzy za wszelką cenę nie chcą zmierzyć się z prawdą o sobie, nawet, gdy wypowiada ją terapeuta dziecka. Są rodzice, którzy oburzają się święcie na psychologów, którzy "zawsze chcą o wszystko obwiniać rodziców", rodzice, którzy są gotowi zawsze i wszystkiemu zaprzeczyć, twierdząc, że "to jest wymyślone przez psychologów". Są to również rodzice z wykształceniem wyższym, z wykształceniem medycznym, skazujący swoje dzieci na bolesne sieroctwo i samotność.odpowiedz
    • mgła
      2016-11-16 15:05
      Drażnią mnie ci, którzy ubolewają nad samobójcą. Opowiadają się za życiem. Jego "życie" jest dla nich ważniejsze, niż on sam. Boli mnie hipokryzja tak zwanych "najbliższych". Bezdenna ludzka głupota, brak wyobraźni, brak człowieczeństwa, brak nawet zwykłej uczciwości wobec samego siebie, bo przed innymi trzeba udawać: robić z cierpiącego biednego wariata, który sobie nie poradził "ze sobą". Brak miłości.odpowiedz
      • K 2
        2017-01-21 22:18
        Nic dodać i nic ująć.odpowiedz
    • Awe
      2016-10-30 06:04
      Trudno mi o tym pisać, ale moim zdaniem śmierć w wyniku samobójstwa jest najgoryszm rozwiązaniem jakiegokolwiek trapiącego nas problemu. Ktoś, kto decyduje się na taki krok w istocie " rozwiązuje" pośrednio swój problem, lecz pozostawia po sobie ruiny i zgliszcza wśród swojej rodziny i bliskich. Taką osobę która w ten sposób rozwiązuje swoje problemy można porównać do zamachowca-samobójcy. Jeśli prawdziwie kochacie swoich bliskich porzućcie tę myśl PROSZĘ!odpowiedz
      • Szybki
        2016-11-24 04:41
        Jak rodzina wyniszcza całe życie na różne sposoby jednostke to powiedz mi jak ma jednostka nie popłenic samobójstwa. Są tacy którzy nie bedą wpierdalać psychotropów ponieważ jest to rozwalanie organizmu. I jeszcze te teksty '' matke sie ma jedno '' kobiet sie nie bije '' Za większoscią samobojstw stoją kobiety. Za to zapłacicie przed sądem prawdziwym nie takim jak na ziemi.odpowiedz
        • jerzy 'wariat"
          2016-12-27 18:11
          Szybki nie bądź taki kozak, przywołujesz Najwyższego to uważaj bo on też powiedział ......nie sadźcie abyście nie byli osądzeni, a tak bez emocji to coś w tym jest mądrzy twierdzą że dziecko kształtuje się do czwartego roku życia , a potem to tylko geny, i loteria, ale w tej loterii są również nasze własne błędy, i wiesz w mojej ocenie starego zgreda, przyznanie się przed samym sobą do tych błedów to największe bohaterstwo naraodpowiedz
        • Kris
          2016-12-09 19:58
          Niestety masz racje. Większość życia nękała mnie matka , potem 12 lat z pokręconą dziewczyną. Odzyskiwała mnie 2 kolejne lata żeby zdradzić (zaplanowała to wcześniej) w dniu w którym dałem 2 szansę. Dzisiaj matka cisnie , była nasyła jakiś karków. Ja wyglądam jak cień siebie patrzę na to jak się ciąłem mając 12 lat. Żadna blizna nie była przez ojca, kumpla ,sąsiada. A wszystkie przez mamę,koleżanki,katechetkę ,panią od matmy itp.odpowiedz
          • Szybki
            2017-01-16 10:44
            Tak wiem mam 100% racji to kobiety doprowadzają do samobójstw matki, dziewczyny, żony nauczycielki sz.m.aty które nie były uczone od małego tak jak my '' że chłopców sie nie bije'' które nie były uczone odpowiedzialnosci za czyny i wyrosły takie tępe jednostki. Niezłe co jedna płeć zabija drugą i mówi że nie wolno je bić ani poniżać inaczej sie bronić. A wy dalej je bronicie za to ze są okropne ale oczywiscie wam pewny obraz kobiety do głowy wrzuconą, kobiety super dobrej ciepłej miłej za tym podążacie a one wam tego nie dadzą oczywiscie są takie co dadzą. Także nie ma czegoś takiego jak silniejsza psychicznie kobieta od męczyzny to bajka jak mozna tak mowić kiedy one konkurują ze zniszczonymi lub zaburzonymi meżczyznami przez własne matki i zj.eb.an.e chore kobiety. Dokładnie wiadomo nie od dziś że kobiety są jak dzieci i nigdy nie będą z nami równe ani fizycznie ani psychicznie no chyba ze zniszczą zdołuja itd. i to własnie robią na legalu. Kris ja byłem wiele lat katowany i poniżany wiem co czujesz 3 maj się. Co z twoim ojcem masz rodzenstwo pomagali ci ? broniłeś sie jak tak to jaki był efekt ?odpowiedz
    • aga
      2016-10-11 23:54
      Śmierć mnie uwolni.agaodpowiedz
    • Edward
      2016-10-11 13:43
      Wszystko, dosłownie WSZYSTKO w tym kraju ukierunkowane jest na eksmisję człowieka z domu i na skazanie go najpierw na wyłączenie mediów, a potem na eksmisję, na bezdomność, poniewierkę, nędzę i w końcu na bolesną śmierć gdzieś na wysypisku śmieci, czy w kanałach. Nikt nikomu nie pomoże, bo wynika to z ideologii kapitalizmu - dbaj tylko o siebie, nie o innych, bo jak zaniedbasz siebie, to TY znajdziesz się na dnie, wyrzucony z mieszkania, skazany na żebraninę, itd. Każdy dla każdego jest dziś wrogiem. I stąd coraz więcej samobójstw. Krew na swoich rękach ma za to Solidarność, bo wprowadziła u nas ten kapitalizm, ale także i spasiony, zamożny i materialistyczny Kościół. Ja sam będę już niedługo jednym z tych wielu, wystarczyło wyrzucenie mnie z pracy w wieku gdy już zarabiać nie można. A skazała mnie na ten los instytucja kościelna...odpowiedz
      • Adam
        2016-11-15 11:34
        Hej Edward, to prawda stary, jest dokładnie tak, ale są ludzie którzy to rozumieją. Nie poddawaj się, spróbuj przekuć te myśli w nowy plan. Jeśli nie masz do stracenia nic włóż ta energię w coś nowego. Jestem myślami z tobą człowieku, trzymaj się!odpowiedz
    • sam
      2016-08-19 15:05
      Nie ma innego sposobu zakończenia nierozwiązywalnego problemu cierpienia, nierozwiązywalnego problemu finansowego, bytowego czy innego jak tylko samobójstwo.odpowiedz
      • Andrzej Morawski - Włocławek
        2016-10-12 01:17
        Oczywiście. Kilka dni temu próbowałem popełnić samobójstwo, nawet pogotowie, policja i straż pożarna były u mnie. Chcieli mnie zabrać do szpitala, ale ja nie wyraziłem zgody, pogadali ze mną dosyć długo, dali zastrzyk w tyłek i pojechali. Dzisiaj rano dzwonił do mnie mój dzielnicowy i pytał mi się, czy jest wszystko w porządku, czy nie mam myśli samobójczych... Ja i tak to zrobię, prędzej, czy później, nie ma odwrotu. Przygotowuję się już do tego psychicznie, zbieram siły, żeby to zrobić i jak się na to zdecyduję, to nikt mnie nie uratuje. Mam 36 lat, choruję na depresję, a dokładnie ChAD.odpowiedz
        • monika
          2017-03-04 16:35
          Napisz do mnie porozmawiamy ( grusia46@wp.pl) Monika 😊odpowiedz
      • Jsjsbsbs
        2016-10-07 04:31
        Też tak uważamodpowiedz
      • mario
        2016-09-28 23:12
        Trzymaj się. Wiem, że jest Ci ciężko, ale proszę, wytrzymaj, przetrwaj. Rozpacz zaciemnia obraz, wiem o tym, ale proszę, zwróć się do kogoś o pomoc. Choć Cię nie znam, życzę Ci, abyś poczuł się lepiej, życzę Ci tego z całego serca.odpowiedz
      • purk
        2016-09-03 06:51
        jest. uwierz mi jest. byłam na skraju. przez 3 miesiące w nieustającym cierpieniu psychicznym i fizycznym. nie wyobrażając sobie, że kiedykolwiek będę mogła ponowie czerpać przyjemność z życia. w dużej mierze to kwestia chemii mózgu. dostałam odpowiednie leki, na które już raz dwa lata wcześniej fenomenalnie zareagowałam. nazywają się alventa. jestem teraz zupełnie innym człowiekiem, choć melancholia wciąż często obija się o ściany w mózgu, to patrzę na te problemy zupełnie inaczej. to tak jak kobiety mają wahania nastroju przez cykl miesiączkowy, który zmienia perspektywę patrzenia na te same sprawy, zależy w jakim momencie cyklu jesteś. chemia, hormony. dobre leki to dla mnie 60% sukcesu. ile masz długu?odpowiedz
        • mario
          2016-09-28 23:03
          3 miesiące vis 6 lat... niemniej cieszę się, że już Ci lepiej ;)odpowiedz
          • Jolbe
            2017-01-03 23:41
            jesli wciaz tu jestes odezwij sie.. wiem czym jest cierpienie! prosze daj sobie pomoc! odezwij sieodpowiedz

Publikacje, którym ufa Twój lekarz

Medycyna Praktyczna jest wiodącym krajowym wydawcą literatury fachowej. 98% lekarzy podejmuje decyzje diagnostyczne lub terapeutyczne z wykorzystaniem naszych publikacji.

 

Zaprenumeruj newsletter

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Dziękujemy.

Ten adres email jest juz zapisany w naszej bazie, prosimy podać inny adres email.

Na ten adres email wysłaliśmy już wiadomość z linkiem aktywacyjnym, dziękujemy.

Wystąpił błąd, przepraszamy. Prosimy wypełnić formularz ponownie. W razie problemów prosimy o kontakt.

Jeżeli chcesz otrzymywać lokalne informacje zdrowotne podaj kod pocztowy

Nie, dziękuję.

Przychodnie i gabinety lekarskie w pobliżu

Leki

Korzystając ze stron oraz aplikacji mobilnych Medycyny Praktycznej, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki oraz zgodnie z polityką Medycyny Praktycznej dotyczącą plików cookies